niedziela, 24 listopada 2013

Do celu, na kolorowo.

Błądziliśmy od zawsze. Potrafiliśmy bezbłędnie przemierzyć Europę spontanicznie zbaczając z kursu by zwiedzić nieznane miasteczka, a zgubić drogę 20km od domu. Kiedy ktoś nam mówił ''dojedziecie bez problemu'' wybuchaliśmy śmiechem, bo jeżeli gdzieś prowadziła prosta droga, pewnym było, że na niej właśnie się zgubimy. Uwielbiam mapy, umiem i lubię z nich korzystać (w ostatnim czasie ze zdziwieniem odkryłam, że to wcale nie taka popularna umiejętność, zwłaszcza u pań; wstydźcie się!), tak samo jak prowadzić samochód, a podróże z Nim cieszyły w każdej minucie. Nawet te niekoniecznie prosto do celu. Przecież zawsze można zawrócić lub pojechać jakoś inaczej, i tak właśnie robiliśmy. I nie doszukujcie się tu sprzeczności - z mapami szło nam jak z płatka, gorzej, gdy próbowaliśmy na przykład dojechać do kuzynki mieszkającej w Karlsruhe wiedząc tylko, że to trzeci dom po prawej na ulicy, jaką nam podano. Tak, z Nim mogłam błądzić bez końca... Ale dziś nie jeżdżę już z Nim, a z Nią, naszą małą Olgą, która samochód znosi jedynie w minimalnych dawkach, a każda zbędna chwila poświęcona na poszukiwanie właściwiej drogi w równym stopniu stresuje nas obie (ewentualnie tylko mnie, przerażoną, że Olga zaraz się obudzi i zacznie domagać natychmiastowego uwolnienia z okowów fotelika). I tak o to, pomiędzy przybyciem do Miasta Know-How a wyruszeniem do stolicy Dolnego Śląska, zrodził się natychmiastowo zrealizowany pomysł nabycia GPSa. ''Po co nam GPS? Mapy mamy''. Ale nie ma już Nas, nie ma już z kim ze śmiechem kolejny raz zawracać w poszukiwaniu właściwego zjazdu. Teraz trzeba po prostu jak najszybciej dojechać do celu.
A kolor? Tego koloru, tego co oznacza i co ze sobą niesie, to ja sama jeszcze trochę się boję. Ja, ta stara ja, ta Jego, ta, którą kochał, uwielbiał, nie chciał zmieniać, lubiłam prostotę i klasykę, stonowane kolory, czerń,  czasem tylko przełamane jakimś odważniejszym akcentem, proste kroje, żadnych wzorków czy malunków. I ''dorosłą'' bieliznę. I marzyłam o jasnym, przestronnym (małym, tylko niezagraconym) domu, jasnych barwach, bieli, beżach, odrobinie brązu i zieleni, meblach w naturalnym drewnie, białym płotku. Dziś uciekam przed tym wszystkim. Dziś szukam koloru, który oszukałby trochę czerń, którą widzę w sobie, drobiazgów, które zapełniłyby pustkę, którą czuję. I tak kolorowe kolczyki, i poduszki, i kwiaty do włosów, i najbardziej pstrokata bielizna jaką miałam chyba od czasów podstawówki, i landrynkowy szampon do włosów, i trudny do określenia odcień zieleni (chyba) na paznokciach... to wszystko wraca ze mną z podróży, która sprawiła, że te dni nie były tylko próbą ucieczki od koszmaru. Nadal nie mam odwagi spojrzeć w lustro, wystarczył jeden sms od Jego przyjaciela, choć pełen życzliwości i wsparcia, by na nowo wpędzić mnie w otchłań, z której na milimetry tylko wysunęłam czubek głowy, ale wiem, że teraz przede wszystkim mam cudowną córeczkę, która potrzebuje szczerego uśmiechu i radości, harmonii i spokoju, mamy, która nigdy nie da jej tego domu, jaki miała przez krótką chwilę, wymarzonego dla nas wszystkich, ale która może stworzy inny, nie lepszy, to niemożliwe, ale najlepszy jaki będzie w stanie. Pełen koloru i ciepła. I ten kolor właśnie wdziera się do mojego życia, pod najbardziej zaskakującą i niepozorną formą ręcznie robionych kolczyków, które radośnie zwisają na uszach, przyciągając zaciekawione spojrzenie i malutkie rączki, które najchętniej włożyłyby sobie te kolorowe cuda do buzi.
Jutro wracamy do domu... do tych czterech ścian, które chwilowo z domem tylko tyle mają wspólnego. I znowu będzie ciężko, znowu będę omijać wzrokiem jego część szafy, znowu nie ruszę z deski do prasowania naszych poskładanych ubrań, znowu będę się bała otworzyć szafkę w łazience... i znowu wyzwaniem będzie spojrzeć w lustro, znaleźć swoje odbicie, bez Niego. Za to jeśli spojrzę, zobaczę tam kolorowe kolczyki i chociaż część mnie w każdej minucie rozpacza nad tym co straciliśmy, z tęsknoty, ze strachu, to znajdzie się może i jakiś kawalątek, który spróbuje zrobić kolejny, jeden malutki kroczek... nie powiem na przód, na to chyba za wcześnie, ale może chociaż obiorę właściwy kierunek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz