- Musisz się jutro zrobić na bóstwo, to może coś na przyszły tydzień zostanie.
- ???
- No nie patrz tak, przecież wiem, że nie masz czasu dla siebie. To dlatego tak wyglądasz.
- ...
Niby jak?
- No taka zmęczona i nieumalowana.
- Kiedyś podobałam Ci się bez makijażu!
- Tak..?
- ...
Podobno ślub wszystko zmienia. W naszym przypadku nie zmienił nic. Miłość, szacunek, zaufanie, troska, czułość, potrzeba siebie. Wszystko pozostaje takim, jakie było i na jakie się zapracowało, byle tylko nie przestawać o to dbać.
Podobno dziecko wszystko zmienia. Chyba za szybko, by móc coś powiedzieć. Co prawda przestaje się być najważniejszą osobą, nie ma czasu pomalować rzęs, noc nie jest już od spania, a cały plan dnia kręci wokół pór karmienia i zawsze zbyt krótkich drzemek dziecka, ale.. Ale po kilki-kilkunastu dniach całkowitego zamieszania, rozregulowania, wariactwa i świata, który wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę wcześniej okazuje się, że uczucia się nie zmieniają, pojawiają się nowe, tak, ale te ''stare'' nadal tak samo wypełniają serce i cieszą. Spojrzenie ukochanego tak samo rozgrzewa, tam głęboko w środeczku, jego uśmiech wywołuje tą samą radość i czułość, zmęczenie tak samo martwi, a ciepło koi.
Na nieprzespane noce rady nie ma, tylko czas, a on przecież tak nieubłaganie przemija, że sama nie wiem, czy bardziej martwi mnie niewyspanie czy to, że nawet się nie obejrzymy, a miną kolejne miesiące i to wszystko będzie za nami, bezpowrotnie.
Najgorzej sprawa wygląda z tuszem do rzęs. Bo kolejny dzień w domu, kolejny w piżamie, kolejny, gdy nie ma po co się ubierać, malować. Włosy dawno już przestały wyglądać jakkolwiek - tak długo zapuszczane, teraz wiecznie ubezwłasnowolnione gumką, bo przeszkadzają. Aż w pewnej chwili M. serwuje tekst taki jak powyżej. To, że przegiął nie ulega najmniejszej wątpliwości (nie martwcie się, mój foch był mistrzowski!), ale po czasie przyszło też oprzytomnienie - w końcu powód wytężonych wysiłków i dbania o siebie nie zniknął. Dla kogo kupiłam pierwsze szpilki, czerwone bikini, sukienkę w kwiaty i tusz do rzęs? No właśnie... Bo z dzieckiem jest chyba jak ze ślubem, może wnieść coś nowego i pięknego, albo wszystko pozmieniać, jeśli się na to pozwoli, zaniedba, odpuści. A tego byśmy nie chcieli :)
Pozostaje tylko jedno niepokojące pytanie: kiedy M. doszedł do wniosku, że bardziej podobam mu się umalowana?!