niedziela, 17 listopada 2013

...

Wyjedź. Zostań. Jedź do rodziców. Przyjedź. Nie wyjeżdżaj. Skończ studia. Idź do pracy. Nie zostawiaj nas. I moje ulubione – musisz założyć rodzinę. Słucham ich i myślę, że to jednak nie do mnie mówią, bo to chyba niemożliwe. A co zrobisz? Jaki masz plan? Życie toczy się dalej. Myśl o dziecku. Powiedz coś. To co zamierzasz? Staram się zebrać myśli do kupy, ale one wciąż się rozsypują, toczą po podłodze, gubią gdzieś pod meblami. Próbuję poskładać cokolwiek z kawałków wygrzebanych z ruin mojego świata, ale ręce mi drżą i co chwilę wszystko wali się na nowo. Nie wiem nic.
Minął kolejny dzień. Tak po prostu, minął. Nie przyniósł ukojenia, ale przecież tego nie oczekiwałam. Dziś, z wprawiającą mnie w osłupienie swobodą, ludzie, którzy zarzekliby się, że będą mnie chronić, zaczęli mi opowiadać o zasiłkach i możliwościach dla samotnej matki. Samotna matka... brzmi tak obco, że równie nierealnie jak wszystko, co działo się w ciągu ostatnich tygodni. Samotna matka... głęboki wdech. W porządku, poradzę sobie. I zaraz potem słyszę ''a, tylko że Ty nie jesteś samotną matką, tylko wdową''. W mgnieniu oka namiastka normalności jaką udało mi się odzyskać rozsypuje się szybciej niż domek z kart i z hukiem większym niż lawina kamieni. Wdową... w styczniu skończę 28 lat. Miesiąc później mieliśmy świętować jego trzydzieste urodziny. Za jeszcze kolejny Olga będzie miała roczek. Wdową... nie, z tym nie jestem sobie w stanie poradzić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz