Wyjedź. Zostań. Jedź do rodziców.
Przyjedź. Nie wyjeżdżaj. Skończ studia. Idź do pracy. Nie
zostawiaj nas. I moje ulubione – musisz założyć rodzinę.
Słucham ich i myślę, że to jednak nie do mnie mówią, bo to
chyba niemożliwe. A co zrobisz? Jaki masz plan? Życie toczy się
dalej. Myśl o dziecku. Powiedz coś. To co zamierzasz? Staram się
zebrać myśli do kupy, ale one wciąż się rozsypują, toczą po
podłodze, gubią gdzieś pod meblami. Próbuję poskładać
cokolwiek z kawałków wygrzebanych z ruin mojego świata, ale ręce
mi drżą i co chwilę wszystko wali się na nowo. Nie wiem nic.
Minął kolejny dzień. Tak po prostu,
minął. Nie przyniósł ukojenia, ale przecież tego nie
oczekiwałam. Dziś, z wprawiającą mnie w osłupienie swobodą,
ludzie, którzy zarzekliby się, że będą mnie chronić, zaczęli
mi opowiadać o zasiłkach i możliwościach dla samotnej matki.
Samotna matka... brzmi tak obco, że równie nierealnie jak wszystko,
co działo się w ciągu ostatnich tygodni. Samotna matka... głęboki
wdech. W porządku, poradzę sobie. I zaraz potem słyszę ''a, tylko
że Ty nie jesteś samotną matką, tylko wdową''. W mgnieniu oka
namiastka normalności jaką udało mi się odzyskać rozsypuje się
szybciej niż domek z kart i z hukiem większym niż lawina kamieni.
Wdową... w styczniu skończę 28 lat. Miesiąc później mieliśmy
świętować jego trzydzieste urodziny. Za jeszcze kolejny Olga
będzie miała roczek. Wdową... nie, z tym nie jestem sobie w stanie
poradzić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz