wtorek, 5 marca 2013

Jak w garncu.

Słońce, ogród, wiosenne porządki. Śnieg stopniał z dnia na dzień odsłaniając niezbyt przyjazny widok zmarnowanej trawy, błota i masy psich kupek, które niby powinny być wszystkie w jednym, przeznaczonym do tego miejscu, a jakimś cudem rozprzestrzeniły się niemal po całym trawniku. Mój M. dzielnie ruszył do porządkowania zakupionego już jakiś czas temu drewna do kominka, jego mama energicznymi ruchami grabi próbowała przekonać trawę, by rosła w pionie a nie poziomie, a mi jako osobie niemal niepełnosprawnej (z powodu specyficznej wypukłości w okolicach okołopępkowych) zabroniono jakiegokolwiek noszenia, machania czymkolwiek, grabienia, zamiatania itd. Dziwnym zbiegiem okoliczności, jedyne czym wolno mi się było zająć, by jakoś pożytecznie wykorzystać sobotni ranek spędzony na podwórku, to sprzątanie psich kupek. Ciekawe. Duże psisko wygrzewało się w słońcu ciesząc się, że wreszcie ludzkie istoty zamieszkujące przyległy do ogrodu dom wyruszyły się w nim trochę pokręcić i dotrzymać mu towarzystwa. Małe psisko brykało i tarzało się po trawie ciesząc się, że wreszcie mogło na dłużej opuścić domowe mury i hasać pod ciepłymi promieniami słońca. A ja nadal sprzątałam kupki. Momentami dopadało mnie już coś pomiędzy załamaniem a irytacją i myśli ''ja pierdzielę, dużo jeszcze?'', ale wtedy na otrzeźwienie przypominały mi się słowa kolegi G. (chociaż na imię ma A.), który pewnego razu przekazał mi złotą myśl ''masz psa, masz kupy'', której nijak nie da się zaprzeczyć. No trudno.
Po ranku przyszło popołudnie, jeszcze bardziej słoneczne i piękne i spacer w lesie z moim M. i brykającym psiakiem. Uwielbiam. A potem była lodowata niedziela i słoneczny poniedziałek. Jak w kalejdoskopie. Albo jak w marcu. Podobno tak ma być. Tak czy siak, życiodajne słoneczko, które przypomniało nam, że jednak istnieje i potrafi znienacka nieźle przygrzać, napełniło nadzieją na rychłe nadejście wiosny.
Lubię zimę, lubię śnieg - mrozy już nie tak bardzo, ale po latach na obczyźnie ciągle jeszcze z radością witam biały puch i lekkie szczypanie w nos – jednak po kilku miesiącach zimna nie mogę się już tej wiosny doczekać. Tym razem bardziej niż kiedykolwiek. Poza tym rolki już czekają, rower tęsknie zerka z garażu, świat tak cudnie wygląda przybrany w świeżą zieleń, a kolorowe sukienki zdają się same wypadać z szafy. Tak, zdecydowanie to już czas na zmianę pory roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz