niedziela, 10 marca 2013

Pół na pól.

Zakupy zrobione, ale jak zwykle czegoś zabrakło. Auto sprzątnięte i wypucowane (mój M. nieźle się namęczył!), ale gdy karoseria wyschła i tak wylazły jakieś nieszczęsne niedomycia, a krótki wyjazd do lasu wystarczył, bym zhańbiła świeżo wyprane dywaniki warstewką błota. Wiosenno-przedświąteczne porządki rozpoczęte, ale że jak zwykle zaczęłam od tego, co za zamkniętymi drzwiami w mieszkaniu nadal panuje twórczy nieład (chociaż a) z twórczością to on ma niewiele wspólnego; b) jak miło zagląda się do wypucowanej lodówki, gdzie wszystko ma swoje miejsce!). Miły i odprężający spacer do lasu zaliczony (niezwykle cichego w pochmurny dzień, tak różnego od zeszłotygodniowego, słonecznego i wypełnionego trelami ptaków), chociaż tym razem zostawiliśmy psiaka w domu i trochę brakowało mi jego sarniego hasania po leśnym poszyciu. Film ''na który nie szkoda czasu'' obejrzany, ale coraz większe trudności ze znalezieniem wygodnej pozycji oraz ostateczne trafienie na nią uwieńczone 20 minutową drzemką wycięły z mojej świadomości cenny fragment jego treści (na pewno te braki nadrobię, a Wam polecam – ''Poradnik pozytywnego myślenia'': niebanalny, z oskarową rolą J. Lawrence, wysokim poziomem aktorstwa reszty obsady, nieskomplikowaną, a wciągającą fabułą). Było także miłe posiedzenie z rodzicami mojego M., które tak nagle zakończyło się trzaskaniem drzwiami, że do teraz nie za bardzo wiem, co się stało. Dobrze, że emocje gasną tam tak szybko, jak wybuchają.
Sobotni bilans: niby nieźle, ale jakoś tak nie do końca. Na szczęście została jeszcze połowa weekendu, wszystko idzie nadrobić, dokończyć i może zostanie jeszcze chwila czasu, by nacieszyć się sobą i trochę odpocząć. Bo przecież poniedziałek już tylko czeka, żeby nadejść, a wraz z nim cała reszta tygodnia, która jednak, mam nadzieję, przyniesie kilka miłych niespodzianek.
Ale póki co – witaj niedzielo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz