Jestem tchórzem, to już oficjalne.
Data wyznaczona, odliczanie rozpoczęte, a ja miotam się pomiędzy
chęcią rozpłakania, zaprzeczania, schowania się przed światem
oraz nieudolnymi próbami zatrzymania czasu. Nie idzie mi najlepiej.
I jak na złość akurat dziś świeci słońce! Głęboki
wdech... kolejny i kolejny... nic nie pomaga. Czy 9 miesięcy nie
powinno wystarczyć, by zebrać w sobie wystarczająco dużo odwagi i
zmierzyć się z tym, co nieuniknione, a jednocześnie przecież tak
upragnione? Zaczynam w to bardzo mocno wątpić.
Strach, strach przed nieznanym. Chyba
nie ma na niego lekarstwa.
Mój M. jakby nigdy nic przewraca się w łóżku na drugi bok i szczelniej opatula kołdrą. Pełen spokój. Zawsze wiedziałam, że oni mają lepiej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz