sobota, 16 marca 2013

Wdech... i wydech...

Jestem tchórzem, to już oficjalne. Data wyznaczona, odliczanie rozpoczęte, a ja miotam się pomiędzy chęcią rozpłakania, zaprzeczania, schowania się przed światem oraz nieudolnymi próbami zatrzymania czasu. Nie idzie mi najlepiej. I jak na złość akurat dziś świeci słońce! Głęboki wdech... kolejny i kolejny... nic nie pomaga. Czy 9 miesięcy nie powinno wystarczyć, by zebrać w sobie wystarczająco dużo odwagi i zmierzyć się z tym, co nieuniknione, a jednocześnie przecież tak upragnione? Zaczynam w to bardzo mocno wątpić.
Strach, strach przed nieznanym. Chyba nie ma na niego lekarstwa.

Mój M. jakby nigdy nic przewraca się w łóżku na drugi bok i szczelniej opatula kołdrą. Pełen spokój. Zawsze wiedziałam, że oni mają lepiej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz