Niedziela. Znowu. Czas leci nieznośnie
wolno i za szybko jednocześnie. Tydzień nie przyniósł wielce
oczekiwanej niespodzianki i trzeba się z tym jakoś pogodzić. Było
za to kilka nowych doświadczeń, parę dobrze podjętych decyzji i
udanych dni. Była piękna pogoda, napełniające chęcią do życia
i radością słoneczko, grupowe zwiedzanie porodówki (doświadczenie
uspokajające i stresujące za razem), sobotnie spotkanie ze
znajomymi i ich przeuroczą pociechą, niedzielny spacer do lasu,
wyprawa na giełdę ptaków (zwierzęta piękne, warunki w jakich
nimi targowano – dla mnie przerażające), pewien bardzo udany
zakup, dobry film (''Flight'', z zawsze doskonałym Denzelem) i kilka
bezcennych chwil we dwoje. Była też najlepsza w świecie sesja z
brzuszkiem, z której przepiękne zdjęcia w wykonaniu mojego M. będą
jedną z cudowniejszych pamiątek z tego okresu. Na taki koniec
tygodnia nie ma co narzekać.
Najprawdopodobniej jest to nasz ostatni
weekend tylko we dwoje. Nadal ciężko jest mi to sobie wyobrazić, a
w głowie kłębią się dziesiątki pytań. Mimo strachu oboje
jednak bardzo czekamy już na zmianę - na naszego ''babolka'',
na mnie bez brzucha, na nowe obowiązki, wykradzione dniu chwile
tylko dla nas, na wózkowo-rolkowe wyprawy na zaporę i nasze spacery
do lasu, bo wychowywanie dziecka w centrum handlowym nie jest dla
nas. Ale to wszystko za jakiś czas, jeszcze nie teraz, nie dziś,
nie jutro. Teraz jesteśmy tylko my i jest cudownie. Podobno nie ma
sprawdzonej recepty na szczęście, każdy musi znaleźć/ stworzyć/
trafić na swój unikalny przepis. Nam chyba się udało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz