niedziela, 25 maja 2014
To już jutro, czy jeszcze dziś?
Właśnie rozpoczęła się moja 23 godzina ''na nogach'', nie licząc dwóch półgodzinnych drzemek z Olgą. Na horyzoncie jeszcze minimum 3-4 godziny pracy, a potem przygotować Oldze śniadanie, obiad, ubranka i resztę wyprawki na dzień spędzony z babcią i dziadkiem. Ja będę produkować się na targach, choć 30 stopni w cieniu i dwie kolejno nieprzespane noce nie wróżą nic dobrego. Zamiast spędzać weekend z córeczką, wyjeżdżam na targi. Skupiam się na przygotowaniu materiałów, przeglądam próbki, obmyślam prezentację. Potem przyjdzie czas na wyrzuty sumienia, że w tym tygodniu nie spędziłyśmy ani jednego dnia same, we dwie, razem. Pocieszam się, że może wcale nie jestem wyrodną matką, tylko samotną. Bo gdyby Olga mogła te dwa dni spędzić z tatą, to czy tak by mi to ciążyło? Nie, żałowałbym, że nie mogę być z nimi, ale oni we dwójkę świetnie by sobie poradzili. Marzenie... tak proste, tak nierealne. Zmienia się w poczucie żalu i wyrzuty sumienia, że zostawiam dziecko by robić coś innego. Tylko jeśli te ''coś innego'' ma na celu utrzymanie nas, to czy jest inne wyjście? Jak pogodzić to z wyprawą na basen, na którą od tygodnia nie było czasu, z zabawą w piaskownicy, którą to z resztą miałam odnowić chyba już z miesiąc temu, czy też z wygłupami z piłką na trawie, które zawsze trwają zbyt krótko? Nie wiem. Utrzymać, wychować i zadbać o dziecko. Trzy zupełnie różne, nieodzowne aspekty bycia rodzicem. I tak trudne do pogodzenia. Dobrze, że chociaż kochać można niezależnie od wszystkiego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz