czwartek, 15 maja 2014
Za mało.
Jest mnie za mało. Albo mam za mało rąk. Albo czasu. Nie daję rady. Spotkanie z prawnikiem, przygotować dokumenty, odszukać faktury, uzupełnić dokumentację do żłobka, skarbowy, ZUS, dokumenty na uczelnię, sesja, przejrzeć ubranka, bo niektóre już za małe, praca... przygotować oferty, spotkać się z klientem, w tym samym dniu być na uczelni, na spotkaniu 600km od domu, a przecież jeszcze ze znajomymi się umówiłam. No tak, znajomych trzeba odwołać, nie ma czasu. Zrobić zakupy, obiad, Olgę zabrać na basen, posprzątać, odebrać auto od mechanika. Jeszcze trzeba zadaszenie nad balkonem zrobić, bo za mocno słońce tam świeci, gzymsy popękały, kominek po zimie jeszcze niewyczyszczony, ''spec'' nie zabezpieczył marmurów i sadza je przeżarła, chyb już się z tym nic nie da zrobić. I jeszcze rodzice. Pomóc szukać im mieszkania, iść obejrzeć, tacie załadować telefon, mamie jakieś rzeczy w serwisie na A. pokupować. Olga wyciąga rączkę, żeby ją gdzieś zaprowadzić, bo jeszcze nie do końca pewnie sama czuje się na nóżkach, pies chce wyjść, telefon znowu dzwoni, na Skype ktoś się dobija, woda na makaron buzuje, dzwonek do drzwi, bo kurier coś przywiózł. Życie w pojedynkę po życiu we dwójkę jest nie do ogarnięcia. Nie mam sił, nie mam możliwości. Psychicznie, fizycznie, sama już nie wiem, z czym gorzej. Jest mnie za mało.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz