Za dzień może dwa
Tatuś wróci do nas,
za dzień może dwa,
z nami będzie już.
Za dzień może dwa
Olga z tatą, z mamą,
za dzień może dwa
na spacer pójdzie znów...
Gdy po raz pierwszy zanuciłam Oldze te linijki, które pewnego wieczoru podczas usypiania same ułożyły mi się w głowie, wyobrażałam sobie, jak spacerujemy we trójkę po parku, On pcha wózek, z którego Olga ciekawie wygląda na świat, złote liście szeleszczą nam pod nogami... Później wyobrażenie się zmieniło, czas mijał, myślałam więc o śniegu i ciągniętych przez Niego sankach, na nich roześmiana Olga...
Jesień minęła, zima nigdy nie nadeszła, a ja chyba utkwiłam gdzieś pomiędzy nimi. Dziś te niepozorne linijki, przepełnione niegdyś nadzieją, znów wydobyły się z moich ust. Czy ja jeszcze żyję w realnym świecie? A może to już nierealne fantazje zaczynają zakłamywać rzeczywistość? Nie wiem.
Coraz mniej śpię. Zastanawiam się, gdzie są granice. Sen to koszmary, sen to wyrzuty sumienia. Sen jest dla ludzi, którzy mogą sobie na niego pozwolić. Jak mogłabym spać, tak zwyczajnie, normalnie? Spokojnie położyć się spać, jak gdyby nigdy nic, kiedy On...
''Chce co wieczór przy Tobie zasypiać, a rano razem z Tobą się budzić'' mówiłam mu, gdy bycie razem, wreszcie, tak naprawdę, było jeszcze marzeniem. Realnym, największym, wreszcie spełnionym. Uwielbiałam spać - zasypiać z Nim, budzić się obok Niego, śnić cudowne sny, które po przebudzeniu okazywały się i tak nie dorównywać rzeczywistości. I to poczucie bezpieczeństwa i spełnienia, które wypełniało mnie całą, od środka po każdy zakamarek ciała, umysłu, duszy.
Teraz im piękniejszy jest sen, tym większym koszmarem staje się po otwarciu oczu. Uciekam, uciekam przed tym wszystkim. Znów niemal 24h na nogach za mną, a noc jeszcze młoda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz