wtorek, 18 grudnia 2012

Początki bywają trudne.

Pierwszy wpis. Kilka słów tylko, tak na rozgrzewkę. Myśli jak zwykle zbyt wiele, by wszystkie je wypowiedzieć. Trochę obaw, kilka lęków, jest i parę radości. O tym wszystkim jednak kiedy indziej, po kolei... albo na raz, bo z tym po kolei bywa u mnie ciężko. Tak czy siak nie teraz, bo teraz trzeba do rzeczywistości. Za chwilkę.
Nie lubię blogów. Nie wiem po co czytać co myśli ktoś, kogo nie znamy o czymś, co za pewne nas nie dotyczy. Po co? Nie wiem, więc tego nie robię. Parę miesięcy temu ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu powstał jednak pewien blog wyjątkowy. A przecież On też ich nie lubi. Mało tego, w przeciwieństwie do mnie, nawet nie za bardzo lubi mówić. A pisze. I to rzeczy różne: błahe, od serca, niespodziewane, ciekawe... Spośród tego wyłania się nie zawsze znana mi postać, a myślałam, że wiem już wszystko. Wstyd mi przed samą sobą, że to dlatego i ja zaczynam pisać. Taka niezależna, samodzielna, nieoglądająca się na innych, a nie umie przełknąć, że zainspirowany opowieściami koleżanki z pracy otwiera przed światem nową część siebie w tak niespodziewany sposób. Do tej pory otwierał przede mną. Chyba. Czyżby zabrakło na to czasu? Nie wiem.
Dlatego jest plan. Wyrzucić to z siebie, w między czasie dowiedzieć czegoś nowego o sobie samej, a może tylko przypomnieć, zapełnić ekran literkami i znów być w pełni sobą, niezależną, samodzielną. Tak. I pisać o czymś zupełnie innym, bo przecież nie o tym. Właśnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz