poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Trzy kropki.

I znów długo mnie tu nie było. Tyle rzeczy się wydarzyło - spotkań, wyjazdów, odwiedzin - a ja znów przychodzę tu w momencie, gdy moje samopoczucie plącze się gdzieś pod nogami i co chwilę krzywi się przydeptywane przeze mnie samą. Olga po 13 miesiącach ''leniuchowania'' postawiła pierwsze samodzielne kroczki. Małpkuje wszystko co się przy niej robi - chce pielić w ogródku, próbuje odkurzać, gdy tylko może wynosi swoje ubranka do prania - niekoniecznie muszą być brudne. Pomyślałam, że trzeba pokazać jej młotek i śrubokręt, żeby nie wyrastała myśląc, że w domu to tylko mop i odkurzacz. Będę musiała więc wygrzebać Jego narzędzia... i znów wszystko nie tak. Wielkanoc spędziliśmy w dość dużym - bo niemal dwudziestoosobowym - gronie w górskim pensjonacie na końcu świata. Było wesoło i rodzinnie, świeciło słońce i śpiewały ptaki i tylko noce były nieznośnie długie, nieprzespane, przepłakane. Jego ulubieni kuzyni w miejscu, które by Go zachwyciło... i bezkresne łąki i pola dookoła i cisza, przed którą ciężko było uciec. Samotność. Od powrotu stamtąd nie umiem dojść ze sobą do ładu, Olga śpi jeszcze gorzej, choć wydawało się to niemożliwe. Dziś w nocy spała albo na mnie albo się mnie trzymając. Czegoś się boi, ale czego? Czy to moje lęki tak na nią wpływają? Podobno nocą dziecko najbardziej chłonie stres z otoczenia, ale co począć? Plany wyprowadzki rozmyły się razem ze wszystkimi mieszkaniami na sprzedaż, jakie interesowały moich rodziców i jakie po miesiącach zastoju zostały wykupione w ciągu dwóch tygodni. Minęło niemal 6 miesięcy, a ja stoję w miejscu. Wczoraj z przerażeniem stwierdziłam, że to ''już'' tyle. Jakby minął miesiąc. Albo jeszcze mniej. 6 miesięcy to masa czasu na wszystko, u mnie minęły jak jeden dzień. Nie zrobiłam nic. Olga urosła i to tyle. Nadal nie wiem co ze sobą zrobić. Wszystko mnie przeraża. Pustka, pustka w głowie, pustka wokół. I wciąż brak mi odwagi na podjęcie najprostszych decyzji. Tkwię w miejscu, zła jestem za to na siebie, a nie robię nic, by to zmienić. Boję się. Nie wiem jak. Kolejny weekend zajęć na uczelni - najpierw droga znienawidzoną trasą, której nie potrafię przebyć zachowując spokój, potem kilka godzin zajęć pozbawionych jakiejkolwiek sensownej treści, ale za to z listą obecności, na którą trzeba się wpisać. Są też bardzo fajne zajęcia, na których chciałabym być, ale nie mogę pozwolić sobie na zostawianie Olgi od 8 do 19 przez cały weekend, więc stojąc przed wyborem miedzy wartościowymi, interesującymi zajęciami a tymi z listą obecności wybór jest jasny, choć absurdalny. Wszystko mnie irytuje. I nie chce mi się starać być miłą. Kiedyś było to naturalne, teraz zaczyna wymagać wysiłku. Dzięki Niemu byłam lepszą osobą, to wiedziałam od zawsze, teraz może po prostu już mi się nie chce? Sama nie wiem. Nic nie jest już takie samo. A co to są te tytułowe trzy kropki? Kiedyś, bardzo dawno temu, w zupełnie innym życiu, kiedy Nasza znajomość dopiero się rozpoczynała, ale już zdawaliśmy sobie sprawę, że być może za bardzo - ze względu na dzielącą nas odległość i ''brak możliwości'', by było z tego coś więcej - nas do siebie ciągnie, postanowiliśmy nie utrzymywać żadnego kontaktu przez trzy dni. Nie minął nawet jeden, a napisałam mu, że muszę usłyszeć od niego cokolwiek, niech chociaż napisze mi trzy kropki. Ta wiadomość do niego nie dotarła, ale nie więcej jak godzinę później on z kolei napisał, że nie muszę odpowiadać, ale według niego bez sensu to milczenie. Podróż w przeszłość. Trzy kropki. Nigdy bym nie pomyślała, że 10 lat później znów chciałabym dostać chociaż tyle...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz